Wywiad z Hanshi Steve Arneilem 9 Dan

Jakie były początki Twojego karate?

Jako młody chłopiec dorastający w Zambii (Północna Rodezja) musiałem jeździć rowerem 7 mil przez dżunglę, aby dotrzeć do domu. Podczas jednej z takich podróży zauważyłem Chińczyka (właściciela lokalnego sklepu spożywczego) ćwiczącego różnego rodzaju ruchy. Nie rozumiałem, co on robi, ale byłem tym bardzo zafascynowany. Chowałem się wtedy za drzewa, żeby go podglądać. Pewnego dnia, kiedy wszedłem do jego sklepu, on zapytał mnie dlaczego go obserwuję. Próbowałem zaprzeczać, ale on powiedział, że widział mnie wiele razy. Wtedy zapytałem go, co znaczą te ruchy? On odparł, że ćwiczy pracę ciała w celu samoobrony. Zapytał mnie czy chciałbym się tego nauczyć. Odparłem, że bardzo chciałbym zacząć trenować. Wtedy zaczął mnie uczyć i tak właśnie zainteresowałem się karate. W tym okresie także trenowałem trochę judo. W tamtych czasach karate, jako takie, nie było jeszcze znane, więc mój chiński nauczyciel trenował shaolin i kempo.

Byłeś uczniem Masutatsu Oyamy. Czy zechciałbyś opowiedzieć jak wyglądało życie Ushi Deshi?

Tak. Byłem uczniem Mas Oyamy. Gdy go poznałem nazywano go Sensei. To było wiele lat temu, a ja bardzo chciałem trenować taką formę karate, która pasowała do mojej osobowości. Spytałem wtedy Sensei,czy mogę z nim trenować. Zgodził się, ale ponieważ to ja prosiłem jego o możliwość trenowania w dojo, on postawił jeden warunek. Musiałem się zdeklarować, że będę na treningu każdego dnia. Jeżeli opuszczę zajęcia choćby raz, nie będę mógł więcej z nim trenować. Zgodziłem się na jego warunki. Musiałem również sprzątać dojo, prać karategi i wykonywać inne ciężkie prace (podobnie jak inni trenujący), które zlecił mi Sosai. Wieczorny trening był nagrodą za tę pracę.

Byłeś pierwszym uczniem Mas Oyamy który stoczył 100 walk. Co z tego wydarzenia najbardziej utkwiło Ci w pamięci?

Pierwszą rzeczą jaką pamiętam, to moment, w którym mój nauczyciel powiedział mi, że chciałby abym stoczył 100 walk. Byłem wtedy w szoku! Myślałem, że to niemożliwe, ponieważ nie powiodło się wielu innym przede mną. Sosai powiedział, że mogę tego dokonać, ponieważ mam charakter. Rozmawiałem o tym z moją żoną Tsujuko. Stwierdziła, że jestem szalony, ale jeśli tego pragnę i się podejmę, to ona będzie mnie wspierać.

Po ilu latach Sosai zaproponował Ci stoczenie 100 walk?

Miałem wtedy 2 Dan – to było około 2,5 roku intensywnego, codziennego treningu. Kiedy podjąłem decyzję, że spróbuję Sosai powiedział mi  „ Nie , nie spróbujesz, ty to zrobisz! I od dzisiejszego dnia musisz w ten sposób myśleć”. Zapytałem go, kiedy mam przystąpić do tych walk? On odparł :„kiedy ja powiem , że jesteś gotowy”. Od tamtego momentu trenowałem w górach, na plaży i w parkach okalających Tokyo. Wieczorami szedłem na trening do dojo. To były dla mnie ciężkie czasy, ponieważ musiałem być całkowicie oddany treningom i mojemu celowi. Miałem również szczęście trenować z Kenishi Sawai – przyjacielem mojego nauczyciela, który był instruktorem taiki i kungfu.

Jaki wpływ miała technika taiki-ken na kyokushin?

Taiki pochodzi z Chin i ma ponad 100 lat. Jest to bardzo głęboka forma myślenia , którą możemy wykorzystać w kyokushin. Wpływ taiki to :wolne,silne, stanowcze ruchy ciała i umysłu. Robienie czegoś wolno, mocno i ze zrozumieniem jest nieocenione dla ciała i ducha. Dlatego mamy wolne ruchy w kyokushin, których najlepszym przykładem jest Sanchi No Kata. Są również inne kata, w których część ruchów wykonujemy wolno, pozostałe natomiast bardzo szybko. Sosai zdecydował, które kata będziemy w ten sposób wykonywać mając świadomość zawarcia w nich technik taiki. Na powstawanie tych kata miała bezpośredni wpływ przyjaźń Sosai Oyamy z mistrzem taiki Kenishi Sawai oraz jego pomoc.

Na świecie i w Polsce istnieje dziś wiele organizacji Kyokushin karate. Czym spośród nich wyróżnia się IFK ?

Przed, jak również po śmierci mojego nauczyciela, w organizacji było wiele politycznych problemów. Pewna grupa ludzi odeszła z tego powodu od organizacji. Między innymi ja również odszedłem z IKO,  ale nigdy nie porzuciłem idei i stylu nauczania mojego nauczyciela. Obiecałem Sosai Oyamie, że będę wierny korzeniom, zawsze będę kontynuował tradycję i podnosił poziom kyokushin .To był powód stworzenia przeze mnie nowej organizacji .Dostawałem wiele listów od ludzi, którzy chcieli się do mnie przyłączyć i w ten sposób w 1991 roku powstało IFK. Budowaliśmy nowe struktury bardzo powoli i ostrożnie. Teraz IFK jest znane z wierności tradycji kyokushin, ponieważ ja wciąż przestrzegam reguł Sosai Oyamy.

Jakie są Twoje plany i marzenia związane z rozwojem naszej organizacji?

Mój plan to stworzyć organizację, gdzie każdy będzie mógł wyrażać swoje zdanie i różne opinie będą cenne. Wszyscy trenujemy by się doskonalić i szanować nawzajem .Nie krytykujemy się wzajemnie, szanujemy to, że każdy z nas jest innej narodowości, ma inne przekonania, czy kolor skóry. To są tradycyjne wartości, które kontynuujemy w kyokushin po dziś dzień. Chciałbym, by członkowie IFK byli jak jedna wielka rodzina, by organizacja łączyła nas w świecie. Wszędzie, gdzie jeżdżę uczyć, widzę radość dzieci i wzajemny szacunek wśród ludzi. To sprawia, ze świat jest dla mnie wspaniały.

Czy jako instruktor wolisz pracę z dorosłymi czy z dziećmi? W której grupie widzisz większą pasję?

Pasję można dostrzec u wszystkich ćwiczących, niezależnie od wieku. Generalnie mówiąc każdy ma inne zadanie i swoją rolę w karate. Dlatego też stworzyłem w IFK turnieje dla dzieci . Dbam o dzieci i trenuję je tak samo jak inne grupy wiekowe. Mam wobec nich takie same oczekiwania, co do poziomu karate. Jedyne co ich wyróżnia to fakt, że są młodsi. Między innymi z tego powodu nasi uczniowie mają opinię karateków, którzy reprezentują bardzo wysoki poziom. Juniorzy i seniorzy odgrywają wobec siebie bardzo istotne role w IFK.

W innych organizacjach są przyznawane tzw.” honorowe czarne pasy”. Otrzymują je osoby nie za swoje umiejętności, ale za zasługi. Co sądzisz o takich praktykach?

Nigdy tak nie postępowałem i nigdy tego nie zrobię . Jeśli ktoś wykonał ciężką pracę żeby pomóc organizacji w jakikolwiek sposób, ale nie koniecznie związany z karate, to dlaczego miałbym przyznawać mu czarny pas? Z chęcią wręczę mu podziękowanie za zasługi i uznam za członka naszej organizacji, ale żeby otrzymać czarny pas trzeba zdać egzamin. W IFK nie można przystąpić do egzaminu na Shodan ( 1dan) poniżej 14 roku życia .To jest jedyne ograniczenie, ponieważ można zdawać będąc zaawansowanym wiekiem. Trzeba wykazać się znajomością technik i filozofii. Reguły są dla wszystkich jednakowe.

Jesteś człowiekiem bardzo aktywnym, wciąż podróżujesz po świecie szerząc idee karate kyokushinkai . Skąd czerpiesz do tego siły i skąd wynika Twoja motywacja?

Moją motywację czerpię z przyjemności oglądania radosnych ludzi, którzy uczą się tego, czego ja doświadczyłem w swoim życiu. Kiedy uczę, widzę jak ludzie zwracają mi to w różny sposób. Kocham karate. Oczywiście czasami bywają rozczarowania, ale w 70-80 % jest to pozytywny odzew. Widzę zadowolenie na twarzach ludzi, z którymi rozmawiam. Cieszy mnie przyjaźń, której doswiadczam. Możemy sobie wzajemnie pomagać i wspierać się . To jest fantastyczny sposób na życie . Nie można tego kupić za żadne pieniądze. To właśnie mnie motywuje do działania.

Co sądzisz o kobietach trenujących karate?

Kobiety zaczęły trenować karate około 1965 roku. W tamtych czasach w Japonii kobietom nie wolno było uprawiać tego sportu. Kiedy przyjechałem do Wielkiej Brytanii, miałem wiele chętnych dziewcząt i kobiet, które chciały podjąć naukę karate. Więc zacząłem je uczyć. Kiedy zaprezentowały swoje umiejętności Sosai Oyamie, on odrzekł, że„ to już czas żeby kobiety i dzieci mogły trenować w dojo”. Ja się do tego przyczyniłem i jestem dumny, że mogłem być częścią tego procesu. Dzisiejsze żeńskie zawody i turnieje są równe męskim. Kobiety są po prostu równie dobre. Mieliśmy kilka turniejów na poziomie światowym, które udowodniły, że kobiety odgrywają bardzo istotną rolę w IFK karate.

Wielokrotnie byłeś instruktorem na polskich seminariach i obozach. Co sądzisz o Polsce i Polakach?

Przyjeżdżając do Polski zawsze spędzałem tu mile czas. Podoba mi się w Polakach to, że są bardzo zdeterminowani w tym, co robią. Potrafią ciężko pracować i dążyć do celu. Oczywiście były czasy, kiedy polska organizacja przeżywała kryzys i miała problemy, ale ja zawsze miałem szczęście spotkać na swojej drodze właściwych ludzi, którzy pomogli odbudować wszystko od nowa. Z sensei Piotrem Szeligowskim pomagaliśmy sobie nawzajem. Dzięki tej współpracy Polska jest teraz rozpoznawana na świecie jako kraj, w który karate kyokushin jest na bardzo wysokim poziomie. Lubię Polaków za ich charakter, za to,że zawsze szczerze mówią to, co myślą oraz bardzo pragną być najlepsi. Życzę Polakom wszystkiego dobrego.

 
 
Wszelkie prawa zastrzeżone dla IFK-POLAND