Rozmowa z Masutatsu Oyamą

    Rozmowa z Masutatsu Oyamą
Prezydentem Światowej Organizacji Kyokushinkai

    MOJE KARATE

- Panie Oyama, dla nas, ludzi kultury Zachodu, sztuka karate nadal pozostaje tajemnicą. Mówi się, co prawda, o filozoficzno-duchowych aspektach tej dyscypliny, ale wszystko to jest zbyt enigmatyczne. Patrząc na walczących karateków, trudno odgadnąć idee sztuki walki, której jest pan twórcą. Dlaczego Kyokushin tak wielki nacisk kładzie na walkę kontaktową?

- Rozumiem, że pyta pan, dlaczego walczymy. Proszę mi wskazać miejsce na mapie świata, które wolne jest od walk. Człowiek toczy boje na wszystkich płaszczyznach, od niskich pobudek osobistych do wzniosłych ideałów. I wszędzie stara się wygrać, w większości za wszelką cenę. Trudno byłoby zresztą wyobrazić sobie życie, czy wręcz całą historię ludzkości, bez elementu walki. Jednakże, bez względu na siłę rywala, ostateczne zwycięstwo zawsze przypadnie temu, kto walczy w słusznej sprawie. Jestem o tym przekonany. Karate jest sztuką militarną, a więc walką zgodną z kodeksem samurajskim Bushido. Nie można jednak karate rozpatrywać w kategoriach pojedynku pomiędzy dwojgiem i więcej ludźmi, bo byłoby to straszliwe spłycanie tematu. Zawsze powtarzam, że o ile rozwój fizyczny jest początkiem sztuki pustej ręki (kara-te w języku japońskim oznacza pustą rękę - przyp. red.), to rozwój duchowy jest jej celem ostatecznym. Karate Kyokushin stara się zaszczepić uczniom ideał sprawiedliwości i wiarę umożliwiającą zdecydowaną postawę wobec irracjonalnego gwałtu i przerostu władzy jakie obecnie panują na świecie.

    Młodzi ludzie powinni bowiem odnaleźć w sobie siłę do opierania się niewoli pieniądza, służalczości wobec władzy i uginaniu się przed przemocą.

    Kyokushin za największą siłę człowieka uważa cnotę. Jednak żeby potrafić cnotą przeciwstawiać się złu, trzeba mieć w sobie odwagę. Strach jest przyczyną wielu porażek, ale utrata odwagi jest równa wyzbyciu się własnego ego. Na podstawie własnych doświadczeń wiem, że odwagę można hartować tylko w walce i stawiając czoło przeciwnościom losu. Nie mam tutaj na myśli walk zagrażających życiu, które toczyłem wielokrotnie z kilkusetkilogramowymi bykami. Chodzi mi o walkę prowadzoną przez każdego człowieka w codziennym życiu. Przecież tak wielu ludzi ucieka w alkoholizm i narkomanię nie odnajdując w sobie odwagi. Oni nigdy nie stawali do prawdziwej walki. Rzecz jasna każdy z nas przeżywa chwile tchórzostwa. Każdy z nas boi się przegranej, boi się śmierci. Pozostawanie w tyle jest jednak sposobem na tchórzostwo dożywotnie.

- Wspomniał pan o cnocie. W konfucjańskich "Analektach" powiada się, że człowiek dbający o dobro ogółu, którego dążenia zmierzają ku cnocie doskonałej, nie czyni nic przeciwko cnocie, ale jest gotów oddać za nią życie. Jest pan bohaterem narodowym Japonii, cieszącym się powszechną estymą i uważanym za filozofa. Na czym więc, według pana, opiera się to konfucjańskie stwierdzenie?

- Człowiekiem prawdziwie dbającym o dobro ogółu jest ten, kto bazując na potężnym pragnieniu wzbierającym z dna duszy, zmierza do doskonałej prawości. Dążenia takiego człowieka walczą z powierzchownymi pragnieniami i starają się zapanować nad jego namiętnościami. Dlatego też dążenia muszą być czyste i pozbawione egoizmu. Nie mają nic wspólnego z prymitywnymi pragnieniami bogactwa, przyjemności czy popularności. Wiadomo jednak, że takie pragnienia nie są obce nikomu.

    Spoglądając wstecz na moje życie widzę, iż czasem i ja poddawałem się takim płytkim pragnieniom. Ale nigdy nie porzuciłem do końca swoich dążeń.

    To właśnie dzięki nim mogłem się wstydzić własnej nierozwagi, upadków i zaniedbań. Ponieważ dążenia pochodzą z głębi duszy, są one duchowymi nakazami przenikającymi całe ludzkie życie. Pozwalają jednostce zapłacić za nie najwyższą cenę.

- Sądzę, że nie mówi pan tego tylko w kontekście swoich dążeń do popularyzacji Kyokushinkai na całym świecie, ale życia w ogóle. Był pan przecież w oddziale kamikadze podczas drugiej wojny światowej.

- Oczywiście. Gdy byłem dzieckiem, uczono nas żyć tak, abyśmy nigdy nie wstydzili się wobec rodziny, nauczycieli czy przyjaciół. Dzisiaj nie uczy się dzieci podobnych rzeczy i zastanawiam się, co poczną bez takich nauk. Czy dzisiejszy sposób nauczania, który skłania się nadto ku egalitaryzmowi, egalitaryzmowi a nie zaszczepia dość mocnego ducha, może pomóc młodzieży w obraniu celów i podjęciu decyzji, kim chce w życiu zostać?

- Od czasów pana młodości warunki społeczne uległy jednak zmianie, w tym także filozofia życia wielu ludzi. Żaden człowiek, który nie przeżył wojny, nie myśli nawet o oddawaniu życia za ojczyznę. Pewne wartości pod wieloma względami stały się niemodne.

- W społeczeństwie obdarzonym pokojem dzisiejsza edukacja może wystarczyć. Młody człowiek może sobie poradzić bez innych nauk. Znajdzie pracę, ożeni się i założy rodzinę.

 

    Ale czy to rzeczywiście wystarczy? Czy życie ludzkie bez ideałów może zadowolić? Moim zdaniem, takie życie jest w gruncie rzeczy bezwartościowe. Łatwizna - to móc zawsze mieć to, czego się pragnie - jest drogą do upadku.


    Kiedy zgłosiłem się do służby specjalnej, ataków samobójczych, zawarto Układ Poczdamski i nadano cesarski komunikat o kapitulacji. Łkałem. Kraj, za który byłem gotów oddać życie, został pokonany zanim przyszło mi odegrać swoją rolę. Nie żałuję jednak swej młodości. Jestem szczęśliwy, że miałem coś, co mogłem kochać całą swą istotą i współczuję młodym ludziom, dla których tak wielkie ryzyko już nie istnieje. Wielu z nich, nie wiedząc co zrobić ze swoją bezcenną młodością, oddaje się po prostu zaspokajaniu przyziemnych pragnień. Człowiek bez dążeń przypomina okręt bez steru albo konia bez uzdy. Wielu takich ludzi żyje w naszym społeczeństwie. Trzeba pamiętać, że dążenia konsekwentnie porządkują życie.

- W ostatnich latach ogromną karierę w wielu krajach kultury zachodniej robi wszystko to, co przepojone jest duchem Dalekiego Wschodu. Jednak w opinii ekspertów człowiek spoza regionu azjatyckiego nie jest w stanie zgłębić ducha filozofii dalekowschodniej. Na przykład systemu Zen, będącego nieodłącznym elementem sztuki karate. Oznaczałoby to, że karate ćwiczone w Polsce czy Stanach Zjednoczonych nie jest tą samą sztuką walki, którą uprawia się w Japonii albo Chinach. Jakie jest pana zdanie na ten temat?

- Mylą się ci, którzy twierdzą, że Zen jest jakąś sztuką mistyczną dostępną tylko dla wybranych. Zen jest w każdym i każdego otacza. W tym systemie nie chodzi o nację, wykształcenie czy poziom rozwoju duchowego. Zen jest dostępny dla wszystkich ludzi. Trzeba tylko obrać właściwą drogę. Jak długo umysł jest jasny a człowiek znajduje się w stanie psychicznej jedności oraz utożsamia się z tym, co robi, można osiągnąć stan Zen. I to w każdej czynności: jedzeniu, pracy biurowej, czytaniu, czy naprawie samochodu. Bez względu na miejsce przebywania.

    Wielkość Zen zasadza się właśnie na jego dostępności. Jest on całkowitym zjednoczeniem ciała, ducha i intencji. Tego rodzaju zjednoczenie jest jedyną drogą do osiągnięcia doskonałości i harmonii z wszechświatem.

    Często ludzie pytają mnie, czym jest Zen. Zawsze odpowiadam, że Zen to karate. A kiedy po tej odpowiedzi w ich oczach dostrzegam zdziwienie, mówię: "Proszę od razu wykonać jakieś techniki karate w stanie szczerości i czystych intencji, przy totalnym zjednoczeniu duchowym. Jeśli to zrobicie, przeciwnik przestanie dla was istnieć, zatrze się rozróżnienie pomiędzy wrogiem a sprzymierzeńcem, wygrana i przegrana przestaną mieć znaczenie".

- Myślę, że pańska wypowiedź nadal pozostawia pewną lukę w rozumieniu zagadnień związanych z Zen.

- Może. Trzeba jednak pamiętać, że człowiek nie zrozumie istoty Zen, jeżeli nie będzie go praktykował. Wszystko wymaga pracy i cierpliwości.

- Japonia, której jest pan obywatelem, to kraj wysoko rozwinięty pod każdym względem. Oglądając reportaże telewizyjne albo czytając na temat życia w Kraju Kwitnącej Wiśni, nie można oprzeć się wrażeniu, iż duch samurajski w narodzie japońskim jakby zamierał. Nazywa się pana "Ostatnim Samurajem". Jakie jest więc pańskie zdanie na temat współczesnej Japonii?

- Japonia jest najbardziej żałosnym krajem po Stanach Zjednoczonych. Wraz z zakończeniem drugiej wojny światowej naród japoński przejął z Północnej Ameryki nie tylko zasoby materialne, ale także indywidualizm i pogoń za pieniądzem.

    Amerykanizacja postaw wobec spraw codziennych i życia w ogóle, uczyniła z mojej ojczyzny kraj barbarzyński. I chociaż Stany Zjednoczone i Japonia wydają się kwitnąć, w gruncie rzeczy cofają się.

-Co jest przyczyną owego cofania się?

- Brak uprzejmości i codziennego rytuału.

- Czy właśnie cechę uprzejmości wpaja pan swoim uczniom?

- Konfucjusz, który jest niewątpliwie jednym z największych filozofów wszech czasów, powiedział, że to właśnie uprzejmość i szacunek wobec drugiej osoby pozwalają wyższej cywilizacji panować nad barbarzyńcami. Powiedział też, że człowiek, któremu obce są rytuały i uprzejme gesty, nie może mieć nadziei na powodzenie w życiu. Z kolei w "Tso-chuan", komentarzu do "Annałów Wiosen i Jesieni", jednego z najsłynniejszych dzieł klasyki chińskiej, powiada się, iż rytuał jest zarządem niebios, sprawą ziemi i działaniem ludzi. Uprzejmość w najgłębszym sensie jest bezinteresowną troską o dobrobyt oraz fizyczny i duchowy komfort drugiego człowieka. Wiedza i uprzejmość jeszcze bardziej istotne są dla ludzi karate. Ponieważ zdaję sobie z tego sprawę, uczyniłem karate Kyokushin słynne na całym świecie. Nie tylko dzięki jego potędze i rygorom treningowym, ale także dzięki szacunkowi dla ogólnie przyjętej uprzejmości. Instruktor musi posiadać absolutną władzę w sprawach karate, ale także jest zobowiązany szanować swych uczniów, jeśli chce zasłużyć na szacunek do którego uprawnia go jego pozycja. Moje motto brzmi: sztuki walki zaczynają się i kończą na uprzejmości, a maniery muszą być nienaganne. Tego nauczam na sali treningowej.

- Nie zawsze chyba nauka ta zostaje odebrana, skoro od czasu do czasu słychać o różnych wybrykach w wykonaniu karateków.

- Prawda ta jest rzeczą bardzo przykrą. Neofita karate jest jeszcze za słaby, aby zmierzyć się z bardziej zdolnymi kolegami na sali. Wydaje mu się jednak, że może coś pokazać ludziom nie wtajemniczonym.

    I rzeczywiście, zdarza się, iż osoby, które "liznęły" nieco karate, prowokują i zastraszają. Chuligani nigdy nie zostaną jednak mistrzami sztuk walki. Ci, którzy zbyt mocno polegają na własnej sile, zwykle gubią się.

    Potem w ich życiu przychodzi kolej na alkohol i kobiety. Jeśli bowiem ktoś straci z oczu swą drogę, utraci również spokój wewnętrzny, który można uzyskać tylko dzięki bezinteresownemu podążaniu drogą godną człowieka. Gwałt ze strony karateki jest bardziej przerażający i wywołuje większą nienawiść niż można to sobie wyobrazić. A nikt nie poświęca się przecież sztukom walki, aby być znienawidzonym. Prawdziwy adept tych sztuk nie odczuwa potrzeby popisywania się, a zastraszanie innych uważa za haniebne. Siła, nawet największa - nie przyniesie powodzenia, jeśli nie będzie towarzyszyć jej uprzejmość i przestrzeganie zasad etycznych.

- Swoje życie poświęcił pan sztuce karate. Kiedy podjął pan decyzje o wyborze takiej drogi i czy istniały jakieś szczególne okoliczności, które na nią wpłynęły?

- Karate trenowałem już bardzo intensywnie w wieku trzynastu lat. Shodan uzyskałem w piętnastym roku życia, a drugi dan trzy lata później. Zawsze inspirowało mnie pragnienie aby stać się równie silnym i odważnym jak słynny szermierz japoński Miyamoto Musashi. Jednak decyzję o całkowitym poświęceniu się karate podjąłem dopiero w wieku lat dwudziestu.

    Byłem wtedy całkowicie rozbity klęską wojenną Japonii. Zdarzyło się, że ze wściekłości i bezsilności pobiłem dwóch żołnierzy amerykańskich. Chciałem pokazać, że przynajmniej ja nie poddałem się Amerykanom. Tym niemniej byłem winny napadu i myśl ta była dla mnie nie do zniesienia. Niedługo potem aresztowano mnie i trafiłem na pół roku do więzienia.


    Było to z rozkazu kwatery głównej Wojsk Okupacyjnych. W odosobnieniu zastanawiałem się, co ze mną będzie, gdzie podziały się moje młodzieńcze ideały. I wtedy dostałem od kogoś biografię Miyamoto Musashiego pióra Eiji Yoshikawy. W jednym z fragmentów Musashi strofowany przez Tokua Soho, który tłumaczy młodzieńcowi, że powinien swą siłę spożytkować dla dobra innych ludzi i wstydzić się, iż będąc istota ludzką, żył dotychczas jak dzikie zwierzę. Czułem, że ustami Tokuana przemawia do mnie Yoshikawa. Jakiś wewnętrzny głos mówił do mnie: "Użyj swej siły dla dobra innych ludzi". Wtedy też wyglądając przez więzienne kraty powziąłem decyzję o poświęceniu się karate.

- Zamiar ten zrealizował pan niczym buddyjski mnich udając się samotnie w góry na kilkumiesięczny trening. Dla wielu ludzi taka postawa zasługuje na miano dziwactwa.

- Zdarza się, że pełne oddanie jednej sprawie przysparza ludziom nieco dziwnej reputacji. Newtona uważano za dziwaka, ponieważ pochłonięty badaniami zapominał jeść i spać, chował zegarek w słojach z maściami, a nawet zjadł, jako gotowane, surowe jajko, które po prostu przez chwilę trzymał w ręce. Japoński naukowiec Hideyo Noguchi spędzał dni i noce w laboratorium, a w kieszeni nosił myszy, z którymi rozmawiał. Jego też, podobnie jak innych wynalazców i naukowców, uważano za szaleńca. Gdy zszedłem z gór i na mnie spoglądano dziwnym okiem. Dzieci pokazywały mnie palcami i nazywały wariatem. Wielu przyjaciół odwróciło się ode mnie. Mówili: "Co to za pomysł żeby żyć w górach i trenować przez cały dzień? Przecież nie zarobisz ani grosza".

- Okres samotnego przebywania w górach, obok licznych walk z bykami i przedstawicielami innych dyscyplin walki, wykreował pana nie tylko na człowieka o ogromnej sile fizycznej, ale także wielkiej mocy ducha. Jakich uczuć doznaje człowiek, gdy z własnej woli odcina się od świata tętniącego życiem innych ludzi?


- Przerażającym było uczucie samotności. Musiałem wynaleźć sposób, który zniechęciłby mnie do zejścia z gór w poszukiwaniu towarzystwa. Metoda była prosta. Goliłem sobie jedną brew. Efekt był dziwny. Gdy spojrzałem w odbicie mojej twarzy w lustrze wody, widziałem jakiegoś potwora. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że tak wyglądając nie mogę pojawić się wśród ludzi. Brew odrastała po trzech miesiącach. Musiałem więc golić ją ponownie. Miałem także inne sposoby. Na przykład zanurzałem się w wodospadach wezbranych zimną, deszczową wodą. Czasem miewałem halucynacje. Szelest liści na wietrze albo szczebiot ptaków brałem za głosy ludzkie. Jednak świadomość, że w pobliżu są jakieś ciepłokrwiste, oddychające istoty dodawała mi otuchy. W poczuciu izolacji dochodzą w człowieku do głosu niższe instynkty. W takich przypadkach z samotnością można walczyć tylko na dwa sposoby: opuścić miejsce przebywania albo użyć koncentracji duchowej do walki z samym sobą.

- Filozofia Kyokushinkai czy pana pustelniczy tryb życia tworzą z drogi karate drogę bogów. Zgodzi się pan chyba ze mną, że takie idealistyczne podejście jest sprawą mocno przesadzoną, szczególnie przy dzisiejszym konsumpcyjnym, a nawet hedonistycznym podejściu do życia. Każdy człowiek ma swoje potrzeby, którym chcąc nie chcąc ulega.

- Istoty ludzkie nie mogą być zupełnie czyste, bez względu na surowość ascezy czy ograniczenia diety. Śmierć prowadzi do jakiejś formy czystości, ale ponaglenie jej trudno nazwać czymś moralnym. Każdy człowiek powinien pozwolić sobie na zaspokajanie koniecznych potrzeb dopuszczalnych przez zwyczaje i prawo w myśl zasad moralnych.

    Obywanie się bez tych rzeczy oznacza, iż człowiek jest nienormalny. Każdy, nawet w ubóstwie, jest w stanie przecież zrozumieć czym jest uprzejmość. Najważniejszym obowiązkiem człowieka jest działalność na rzecz innych ludzi.

    Ludzie powinni szanować bóstwa i starać się swoim życiem zbliżać do ideałów, ale sami bóstwami stać się nie mogą. Nie da się całkowicie wyeliminować pewnych instynktów, które nami kierują, oczywiście tych złych, lecz wszyscy jesteśmy zobowiązani do ograniczania własnych żądz dla dobra całej ludzkości.

- Karate Kyokushin słynie z bardzo rygorystycznie przestrzeganych zasad stopni w hierarchii wtajemniczenia. W innych dalekowschodnich systemach znane są wypadki, kiedy jakaś osoba podczas jednego egzaminu zdobywa kilka stopni mistrzowskich. Skąd ten rygor?

- Żądza sukcesu panująca w dzisiejszym świecie i władza pieniądza sprawiają, że za odpowiednią opłatą można stać się "mistrzem na papierze" w mgnieniu oka. Jest to niesmaczne. Coś takiego byłoby nie do pomyślenia w przeszłości, kiedy trzeba było dziesięciu czy nawet dziesiątków lat treningu, aby można było otrzymać stopień mistrzowski z rąk instruktora. W sztukach walki nie chodzi o stopień wypisany na papierze, ale o to by ich idee stały się integralną częścią ćwiczącego. Po dziesięciu i więcej latach nie są istotne błyskawiczne awanse i kwieciste dyplomy. Karateka ćwiczy dla siebie, a nie dla stopni i uznania. Nakazałem przestrzegać tej zasady.

- Miał pan kilku uczniów, którzy zdradzili. Przykładem może być pewien Koreańczyk, tak bardzo wpatrzony w pańską osobę, że nawet przybrał nazwisko Oyama. Teraz człowiek ten żyje w Stanach Zjednoczonych i w otwartej przez siebie szkole naucza stylu o nazwie Oyama karate. Z tego co wiadomo, nie wiedzie mu się jednak zbyt dobrze. Chciałbym zapytać, co pan czuł, kiedy pana zdradzano?


- Ból, jakiego doznawałem, wiele mnie nauczył. Cierpienie oczywiście nasuwało pytania, dlaczego uczyłem, kochałem i chroniłem taką osobę. Bardzo możliwe, że potrafiłbym takiego człowieka zgnieść. Ogarnia mnie jednak smutek. Nic nie daje pogoń za istotą ludzką, która zdradziła, a co dobrego może przynieść jej zniszczenie? Wszyscy znamy historię Juliusza Cezara i zdradę dokonaną przez jego przyjaciela i ewentualnego następcę - Brutusa. Brutus w końcu popełnia samobójstwo, bo chociaż oszukany cierpi, zdrajcy też często nie wiedzie się dobrze. Znam kilka takich przypadków.

    Zdradę rodzi pragnienie bogactwa i sławy, ale ludzie dowiedziawszy się o niej, zwykle odwracają się od zdrajcy. Kara społeczna dosięgnie zawsze zdrajcę w jakiejś formie.

    I zazwyczaj, gdy kara zostanie wymierzona, jest zbyt późno aby naprawić sytuację. Życie obarczyło mnie wieloma dobrymi przyjaciółmi. Trafiły mi się też niefortunne związki. Lecz te, gdy spoglądam w przeszłość, wydają mi się zesłanymi przez Niebiosa. Umożliwiły mi rozwój i dodały sił. Bliskich przyjaciół trzeba sobie wyszukiwać z wielką dbałością.

- Karate powstało przed setkami lat, w zupełnie innych warunkach i społecznościach. Jaki jest współczesny sens tej sztuki walki?

- Zanim podejmę ten istotny temat, chciałbym zaznaczyć, że to nie filmy - jak wielu sądzi - stały się głównym motorem popularności karate, ale siła jaką ta sztuka walki przedstawia. Każdy człowiek tęskni za siłą i raczej nie za siłą fizyczną, ale siłą psychiki. Karate jest tak ogromnie popularne ponieważ przedstawia ono powrót do idei siły na rzecz ochrony i dobra ludzkości, a odwrót od siły służącej podbojom i zniszczeniom. Karateka musi być silny, ale nie wojowniczy. I taki jest głębszy sens tej sztuki walki. Trudno zaprzeczyć mistycznemu charakterowi karate, który jest widoczny w podziwu godnych wyczynach przedstawicieli tej dyscypliny. Wszystko to jest otwarte, oczywiste i nie ma nic wspólnego z tajemniczymi praktykami. Moc Kyokushin tkwi w cierpliwości i wytrwałości w ćwiczeniach. W erze wojny nuklearnej, komputeryzacji uzbrojenia oraz krwawych wojen ludzie oddają się treningowi karate, aby odbudować godność istoty ludzkiej i obronić siebie przed bezradnością wobec gwałtu. Droga karate jest drogą do Niebios.

- Sztuką karate zafascynowani są przede wszystkim młodzi ludzie. Jakiej rady by im pan udzielił na początku drogi?

- Pragnę zachęcić młodzież, aby nie spieszyła się z poszukiwaniem wyników, stabilizacji czy zamożności. Rzeczą najważniejszą jest obrana droga i powodzenie w pracy nad sobą z myślą o osiągnięciu celu. Ćwiczenia fizyczne tłumaczą po części siłę karate, ale drugą ważną jej przyczyną jest koncentracja psychiczna. Wielu młodych ludzi twierdzi, że sprawy ducha ich nie interesują i chcą się uczyć wyłącznie techniki.
 

    Tymczasem oddzielenie psychiki od ciała jest zaprzeczeniem drogi karate i nawet najbardziej wytrwały trening nie doprowadzi do jej istoty.

    Nie jest moim zamiarem zalecać młodym ludziom, aby - tak jak ja - wyjeżdżali w odludne miejsca i oddawali się wyczerpującemu treningowi. Stanowi to zbyt wielkie obciążenie dla ducha i ciała i skłania do zupełnego porzucenia ćwiczeń. Ćwiczyć można w górach, ale i w sercu wielkiego miasta. Najważniejsze jest to, żeby poświęcić się treningom pełnym zapałem. Każdego dnia przełamywać swoją słabość i podążać w górę.

    MASUTATSU OYAMA (ur.27 VII 1927) - legendarny twórca potęgi Kyokushin karate. W wieku 2 lat wyjeżdża do Mandżurii, gdzie uczęszczając do szkoły podstawowej zaczyna praktykować chińskie kompo. W roku 1936 zdobywa w tej sztuce walki czarny pas. Po powrocie do Japonii uczęszcza do szkoły lotniczej Yamanashi. Trenuje karate pod kierunkiem Gichina Funakoshi - człowieka, który jako pierwszy propagował tę sztukę walki na szeroką skalę. Już jako 18- letni chłopiec Oyama zdobywa II dan. Tuż przed zakończeniem II wojny światowej, niesiony uczuciami patriotycznymi, wstępuje do specjalnego oddziału kamikadze, chcąc oddać swe życie za ojczyznę. Po zakończeniu zmagań wojennych postanawia całkowicie poświęcić się sztuce karate. W tym celu udaje się na górę Kiyosumi, gdzie samotnie, przez półtora roku, oddaje się fizycznemu i duchowemu treningowi. Nim to nastąpiło, zajmuje pierwsze miejsce podczas pierwszych po wojnie otwartych mistrzostw Japonii w karate. Po powrocie z gór Oyama jako pierwszy w historii karateka decyduje się podjąć walkę z 600 - kilogramowym bykiem, szukając w niej granic możliwości człowieka.

    Chcąc popularyzować sztukę karate na całym świecie w roku 1952 Oyama wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, gdzie przez 11 miesięcy daje pokazy walki z bykami oraz przedstawicielami innych stylów - m.in. z bokserami i dżudokami - uwieńczone sukcesami Japończyka. "New York Times" opisując jego wyczyny nazywa go "Boską Ręką". W późniejszym okresie podróżuje, poczynając od Okinawy, przez państwa Azji studiując różnorodne sztuki walki.

    W 1963 roku powstaje Międzynarodowa Organizacja Karate Kyokushinkai, której prezydentem zostaje E. Sato, były premier Japonii i laureat Nagrody Nobla. Kyoku-shin - ekstremum prawdy nazywa Oyama swój styl karate, uważając że tylko poprzez długotrwały i wyczerpujący trening fizyczno - duchowy człowiek jest w stanie poznać prawdę o sobie i wszechświecie.

 
 
Wszelkie prawa zastrzeżone dla IFK-POLAND