BKK Summer Camp w Felsted
BKK Summer Camp w Felsted
27.10.2009

W dniach 19 do 23 sierpnia 2009 roku mieliśmy przyjemność uczestniczyć w BKK Summer Camp w Felsted.

Do Wielkiej Brytanii ekipy z Polski przleciały wcześniej. Czas przed obozem spędziliśmy w Londynie podziwiając jego zabytki i poznając magiczną atmosferę tej jednej z najbardziej znanych europejskich stolic. To był początek naszej wielkiej przygody.

19 sierpnia przyjechaliśmy do Felsted w hrabstwie Essex. Misteczko przywitało nas słoneczną pogodą, typową, malowniczą angielską architekturą, średniowiecznymi kościołami i wiktoriańską szkołą, która od tego dnia stała się naszym domem i dojo. Byliśmy jedną z bardziej licznych ekip obcokrajowców.

Zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci przez organizatorów i instruktorów. Niektórych znaliśmy z obozów i seminariów w Polsce: Hanshi Steve Arneil 9 Dan i shihan Nick Da Costa 5 Dan innych mieliśmy okazję spotkac po raz pierwszy: shihan Liam Keaveney 6 Dan, David Pickthall 5 Dan, shihan Maria Da Costa 5 Dan, shihan Dave Lund Regan 5 Dan,Andrew Turner 5 Dan i Moss Ageli 3 Dan . Czterej ostatni instruktorzy po mistrzowsku pracowali podczas obozu z juniorami.

Treningi odbywały się cztery razy dziennie. Poza porannym – półtora godzinnym pozostałe trwały od dwóch do dwie i pół godziny. Podczas treningów mieliśmy możliwość wyboru trenera i proponowanych zajęć.

Hanshi i Liam Keaveney wprowadzali nas w tajniki kihon i kata, Nick Da Costa i David Pickthall uczyli nas  walki knockdown, a także pracowali nad naszą sprawnością i wytrzymałością.

Zgodnie z tradycją uczestniczyliśmy również w nocnym treningu.

Niemal wszystkie sesje treningowe, niezależnie od pogody odbywały się na świeżym powietrzu. W palącym słońcu, wietrze, a czasem w deszczu – jak przystało na prawdziwych uczniów Oyamy.

Polska ekipa została bardzo serdecznie przyjęta przez pozostałych uczestników obozu, a znaleźliśmy się w naprawdę międzynarodowym towarzystwie. Oprócz Polaków i Anglików na obóz przyjechali Irlandczycy, Niemcy, Norwegowie, Holendrzy i dwie osoby z dalekiego RPA.

Niezapomnianym przeżyciem była też Sayonara kończąca obóz. Wszyscy bawili się na niej wspaniale i z żalem myśleli, że to już koniec i pora wracać do domów i szarej rzeczywistości. Chyba wszystkim też towarzyszyło postanowienie, że za rok tu powrócimy i znów przez kilka dni będziemy żyć zgodnie z maksymą: Life is simple: eat, sleep, train karate ;-)

 
 
Wszelkie prawa zastrzeżone dla IFK-POLAND